Dzień pierwszy - niedzielaWyjazd o godz. 6.22 rannym pociągiem z Jeleniej Góry. Przyjazd do Gniezna o godz. 13.00. Dalej jazda ruchliwą szosą do Kruszwicy ( 55 km ). Po obiedzie - spacerowałerm nad jeziorem Gopło.
Kruszwica - Grabina k/ Płocka. Etap 120 kilometrowy ( w tym pomyłka - nadłożyłem sporo drogi przez nieuwagę ). Kujawy - bezleśne ...
Dzień trzeci - wtorek
Grabina - Płock - Kuchary k/ Drobina. Etap 45 kilometrowy.
Krótki pobyt nad Wisłą, zwiedzałem katedrę. Szybko dojechałem do Kuchar ( droga wspomnień; kiedy planowałem tę wyprawę wpadłem na pomysł odwiedzenia dawnych miejsc zamieszkania mojej rodziny: Kuchar i Sabni ). Przyjechałem tu po 11 letniej przerwie. Piękne Kuchary znam z fotografii przedwojennych. W 1989 roku pałac był prawie w ruinie ( wcześniej, przez lata był stopniowo dewastowany; kiedyś, kiedyś, po wojnie była tam szkoła ). Teraz zastałem to miejsce w zupełnie innym stanie. Po remontach budynek wygląda jak niegdyś.
Jednak wnętrza zostały istotnie zmienione. Rozmawiałem z obecnymi właścicielami, oprowadzono mnie po dworze, zaproszono na obiad. Postanowiłem przenocować tu ... Czysto; funkcjonalne wnętrza, skomputeryzowane biuro, pokoje gościnne - dość wysoki standart wyposażenia. Całe popołudnie fotografowałem pałac i jego otoczenie.
Dzień czwarty - środa
Kuchary - Płońsk - Pułtusk - Wyszków. Etap 120 kilometrowy. Trudny, bo na drodze było dużo TIRÓW i ... niemożliwy do zniesienia upał. Pierwszy raz w życiu widziałem i przekraczałem rzeki: Narew i Bug.
Dzień piąty - czwartek
Wyszków - Węgrów. Etap 50 kilometrowy. Zatrzymałem się w ładnie położonym Hotelu-Campingu "Nad Liwcem". Po krótkim odpoczynku wybrałem się do miasta. W centrum - Bazylika Mniejsza, Dom Gdański ... Odwiedziłem również Michała Kurca ( artysta fotografik, animator kultury w Węgrowie ). Doszło tu również do spotkania z dziennikarzem "Gazety Węgrowskiej" ( rozmowa ).
Dzień szósty - piątek
Węgrów - Sokołów Podlaski - Sabnie - Zembrów - Zuzela - Małkinia ( rowerem ); Małkinia - Suwałki ( pociągiem ); Suwałki - Stary Folwark ( rowerem ). Etap rowerowy liczył w sumie 90 kilometrów. Tego dnia odwiedziłem Sabnie, nie ma już tam dworu. Miejscowa ludność umieściła w centralnym punkcie wsi figurkę Jezusa Chrystusa na kamiennym obelisku - podobno jedyną pozostałośc po majątku Sabnie. Ustawiono tam także duży kamień-pomnik ( ma być jeszcze wmurowana tablica pamięci Heleny Mniszek ). Byłem także w Zembrowie. Po raz drugi przekroczylem Bug - w okolicy Nadbużański Park Krajobrazowy.
|
Później przejechałem przez Zuzelę, rodzinną wioskę kardynała Stefana Wyszyńskiego. A w Małkini wsiadłem w pociąg do Suwałk. Wieczorem dotarłem nad jezioro Wigry.
Dzień siódmy - sobota
W tym dniu miałem przerwę w wędrówce rowerowej. Tylko kilkukilometrowy spacer nad jeziorem. Urządziłem sobie mini-plener fotograficzny w Klasztorze Kamedułów ( obecnie ośrodek wypoczynkowy ). Poniżej fotografie...
Dzień ósmy - niedziela
Stary Folwark - Suwałki - Olecko ( rowerem ); Ełk - Elbląg ( pociagiem). Etap rowerowy liczył 82 kilometry. Przejazd przez ładne tereny Suwalszczyzny, po drodze jeziora, lasy ... Zwiedziłem Suwałki - miasto Marii Konopnickiej.
Dzień dziewiąty - poniedziałek
Elbląg - Nowy Dwór Gdański - Stegna. Etap 36 kilometrowy. Lało jak z cebra. Jechałem cały czas pod peleryną. Na szosie gdańskiej - duży ruch, bylem wielokrotnie ochlapywany strugami wody bryzgających z pod kół samochodów. W Stegnie znalazłem przyjemne kwatery; poza tym przestało padać. Nie żałowałem, że skróciłem etap. Popołudniowe spacery brzegiem morza ...
Dzień dziesiąty - wtorek
Stegna - Gdańsk - Kartuzy - Chmielno. Etap 75 kilometrowy. Od Stegny do Gdańska znowu lało. W Mikoszewie miałem przeprawę promową przez Wisłę.
Kiedy zwiedzałem Gdańsk wypogodziło się nagle. Spacery po starówce, później, już w trakcie dalszej jazdy fotografowałem skutki powodzi i wodę na ulicach miasta.
Dalej deszcz do Kartuz. W Chmielnie znalazłem dobry nocleg. Wygodny pokój z łazienką i telewizorem za jedyne 25 złotych.
Dzień jedynasty - środa
Chmielno - Kościerzyna. 50 kilometrów. Jechałem widokową drogą nad jeziorami: Kłodno, Brodno Małe, Brodno Wielkie i Ostrzyckim. Góry. Nazwa "Szwajcaria Kaszubska" doskonale oddaje rzeczywistość. Cisza ( zupełny zanik ruchu samochodowego na podrzędnej szosie ), minimalna liczba turystów. Jechało się całkiem przyjemnie.
Po drodze - Wieżyca. Zostawiłem rower na parkingu i "zaliczyłem" wieżę widokową. Wspaniała leśna panorama z platformy spacerowej wieży. Po dotarciu do Kościerzyny wsiadłem w pociąg dojechałem nim do Tczewa. Tam spędziłem całe popołudnie. Spacerowałem nad Wisłą.
Trochę fotografowałem ... Planowy odjazd pociągu do Jeleniej Góry: 22.07. Z powodu powodzi odjechałem dopiero o 2.30 ! ( pociąg spóźnił się prawie 5 godzin ).
Długość trasy przebytej rowerem: 723 km. Poniżej - mapka trasy podróży oraz moja ulubiona Zorka 4.
|