|
|
|
Dzień pierwszy - wtorek, 27.07.2004. Jelenia Góra - Bolesławiec - Kożuchów - Nowa Sól - Lubiatów (157 km).
Pięć godzin spędzonych w "pośpiechu" minęło szybko, podróż była komfortowa, bo szczęśliwie trafiłem na bardzo nowoczesny skład. Jeden z wagonów był podzielony na część pasażerską i część bagażową, przystosowany do przewozu rowerów. Wszedłem bez przeszkód, drzwiami szerszymi niż zwykle, wprowadziłem rower do środka i powiesiłem go haku, a właściwie ułożyłem pionowo w jednej tylko możliwej pozycji - górne koło na haku a dolne w specjalnym uchwycie-oporze. Ten "parking na szynach" składający się z pospawanych ze sobą różnej grubości rurek mógł pomieścić chyba ze dwadzieścia, jak nie więcej rowerów. Oszklona ścianka dzieląca obydwa pomieszczenia umożliwiała obserwację swojego pojazdu. Nie posiadałem się ze zdumienia i cieszyłem tą nowością na liniach PKP, a wraz ze mną kilkuosobowa grupa bikerów z Poznania, współtowarzyszy podróży, udających się dalej na Mazury. Rozmowy w wygodnych, obitych pluszem fotelach... Wszyscy pasażerowie tego pociągu doszli w końcu do przekonania, że "w Europie już jesteśmy..."
![]() Od Iławy jechałem znowu rowerem. Przez lasy, do małej osady turystycznej Siemiany. Tam zatrzymałem się na noc w sympatycznym pensjonacie nad brzegiem jeziora Jeziorak. Miejsce jest spokojne, ledwie kilkadziesiąt domów usytuowanych malowniczo na niewielkiej górce, kilka ośrodków ukrytych w lesie. Mała przystań dla żaglowek (na zdjęciu) i schowana w cieniu restauracyjka... Warto dłużej posiedzieć tuż nad wodą przy szklance herbatki.
Nazajutrz miałem do pokonania płaski, ale dość długi etap. Na metę wyznaczyłem sobie kurort Stegnę. Tam miałem spędzić kilka dni. Nacieszyć się plażą i kąpielą w morzu. Wypadło mi jechać przez Malbork. Oczywiście nie sposób było ominąć największą atrakcję okolicy - zamek krzyżacki; oblegany przez tłum turysów z całego świata. Imponująca budowla...
Trzy dni spacerów i plażowania. Stegniańska plaża jest szeroka. Tuż nad morzem - szeroki pas zieleni. Piękny las i scieżki leśne. Woda 19 stopni, w miarę czysta tutaj, pogoda - marzenie. Wytaplałem się w wodzie jak dziecko i z wielką radością.
2. Aby dostać się do Gdańska musiałem jeszcze przepłynąć przez Wisłę. W miejscowości Mikoszewo, położonym na prawym brzegu naszej największej rzeki, znajduje się przeprawa promowa. Mała tratwa popychana jest przez niewielki holownik. Mieści się tu kilkanaście aut i parę rowerów ;) Przyjemny, kilkuminutowy rejs za dwa złote (ja i rower). Później tylko przejazd przez most pontonowy nad Martwą Wisłą w Sobieszewie i ... doTrójmiasta. W ostatnich latach miałem okazję dość dokładnie zwiedzić prawie wszystkie miejscowości położone nad otwartym morzem. Teraz przyszła kolej na Zatokę Gdańską. Dwa dni jeździłem po Wybrzeżu na odcinku Gdańsk - Oliwa - Jelitkowo - Sopot - Orłowo - Gdynia - ... - Gdańsk. Wielka aglomeracja. Masa samochodów w centrach miast. Jednak otaczające je parki - oazy spokoju, ciche osiedla na obrzeżach Trójmiasta, nadmorskie promenady Jelitkowa, Orłowa, Sopotu łagodzą wielkomiejski
ruch i czynią ten region przyjaznym dla mieszkańców i turystów. A rowerzyści znajdą tu sporo, jak na polskie warunki, ścieżek rowerowych. Byłem, widziałem... We Wrzeszczu (tam zatrzymałem się na jeden dzień, goszcząc u przyjaciół - Ewy i Mirka), tuż przy granicy Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego mieszka się jak na wsi. Powietrze czyste, las widać z okna, do morza tylko krok...
Do Gdańska dotarłem w dniu rozpoczęcia Jarmarku Dominikańskiego '2004. Jest to jedna z największych imprez plenerowych w Europie. Podczas jarmarku odbywają się będą festiwale, koncerty, imprezy sportowe. Między innymi: pokazy laserów i ogni sztucznych, rewia orkiestr dętych, VII Międzynarodowy Festiwal Szekspirowski, Wielka Wystawa Fotograficzna
"Świat w obiektywie National Geographic", Wyścig Łodzi Motorowych w Zatoce Gdańskiej. Program jarmarku dostępny jest tutaj. Tradycja tego najstarszego jarmarku w Polsce liczy 744 lata. Jego twórcami sa Ojcowie Dominikanie. Z satysfakcją spacerowałem po eleganckich uliczkach gdańskiej Starówki.
Zniszczona niemal doszczętnie podczas Drugiej Wojny Światowej została wiernie, kamień po kamieniu, odtworzona. Stojąc przy Fontannie Neptuna z podziwem oglądałem po raz któryś z kolei piękne kamieniczki. Gdzie tylko spojrzeć - historia. Ważne budowle: Ratusz Głównego Miasta (ze słynnym Muzeum Historyczne Miasta Gdańska), Dwór Artusa, Bazylika Mariacka... A różnojęzyczny tłum turystów wcale nie przeszkadzał, wręcz przeciwnie... Na ulicy aktorzy-mimowie, artyści-muzycy grający znakomicie, chojnie obdarzani brzęczącą monetą przez zasłuchanych przechodniów, młodzi chłopcy pokazujący breakdance, handlarze starociami, artyści malarze ze swoimi dziełami, które można kupić wprost - na ulicy. Wielki tygiel ludzki, ruch, zgiełk, zmiksowane dźwięki, dobiegającej ze wszystkich stron rozmaitej muzyki. Jednak podobał mi się nawet ten miejski harmider. W końcu byłem na urlopie, hałas miał tu dla mnie inny wymiar...
Byłem cząstką tego tłumu - tworzyłem go. Czułem się dobrze.
Przejeżdżając przez Oliwę na chwilę zatrzymałem się przy katedrze (znam to miejsce - byłem tu 15 lat temu). Cytat z ze strony www.trójmiasto.pl/oliwa: [...] BAZYLIKA ARCHIKATEDRALNA w OLIWIE.
W latach 1186-1831 - kościół klasztorny opactwa cystersów (najpierw jako małe oratorium).
Po kasacie opactwa w 1831 roku kościół klasztorny stał się kościołem parafialnym (wcześniej tę rolę pełnił kościół pod wezw. św. Jakuba).
W 1925 roku stał się katedrą - siedzibą Biskupa Gdańskiego.
W 1976 roku katedra otrzymała tytuł Bazyliki Mniejszej, a w 1992 roku została podniesiona do rangi Archikatedry. >>>
![]() Z Oliwy pojechałem do Sopotu. Słynne molo oglądałem z daleka. Przy wejściu otrzymałem informację o absolutnym zakazie wprowadzania rowerów. Ponieważ pozostawienie przy bramie roweru było ryzykowne (brak strzeżonego cyklo-parkingu), wycofałem się i "zaparkowałem" po sasiedzku w gościnnej plażowej restauracyjce do której bez większych problemów wtoczyłem swój obładowany pojazd. Fotografia (powyżej) jest zrobiona właśnie z tamtego miejsca.
Widok na klif z mola w Orłowie.
4. Przejeżdżałem obok Stoczni Gdańskiej. Poniżej seria zdjęć. Gdańsk, przed bramą Stoczni. Pomnik upamiętniający ofiary Grudnia 70. Cytat z www.trojmiasto.pl: [...] Trzy krzyże wysokie na 42 metry zdobią w ich dolnej partii płaskorzeźby z życia stoczniowców. Krzyże, zbudowane na planie trójkąta, mają nieregularne, spękane kształty.
[...] >>>
Copyright © Michał Rażniewski |
|